Wieprzowina po seczuańsku

Bardzo tanie, bardzo szybkie i bardzo smaczne, słowem: ideał! Polecam wszystkim, którzy nie lubią się przemęczać w kuchni, a lubią zjeść coś egzotycznego. Ze względu na ostrość i smak, pomimo bardzo polskich składników w naszym domu to osadzone w dalekowschodnim klimacie danie nazywane jest właśnie "Wieprzowiną po seczuańsku".

 

500 g szynki wieprzowej

opakowanie mrożonego groszku (450 g)

opakowanie mrożonej zielonej fasolki szparagowej (450 g)

200 g kaszki kuskus albo 200 g makaronu sojowego

olej – do usmażenia mięsa + 5 łyżek

5 łyżek  sosu sojowego ciemnego

1 kostka bulionowa wołowa

1 łyżka sproszkowanej kolendry

2 łyżki musztardy

1 płaska łyżka chilli – proszek lub grysik (niekoniecznie – jeśli ktoś nie lubi ostrego zrezygnować z chilli, dodać go mniej lub podać na stół, tak by stołownicy doprawili sobie danie według własnego uznania.

 

Mięso kroimy w cieniutkie, w miarę jednakowe paseczki (grubości ok.  0,5 i długości 4-5 cm) i obsmażamy na bardzo mocno rozgrzanym oleju. Mięso przekładamy do dużego garnka. Zalewamy wodą (tak by całkowicie przykryła mięso) i dodajemy wszystkie przyprawy: kostkę bulionową, 5 łyżek oleju, sos sojowy, musztardę, chilli i kolendrę (lepiej jest kupić ziarna i zemleć lub utrzeć w moździerzu). Całość gotujemy na małym gazie, aż mięso zmięknie (mięso cały czas musi być przykryte wodą, której w razie potrzeby dolewamy). Następnie dodajemy mrożonki (i w razie potrzeby wody – znów ma przykrywać całość). Gotujemy aż groszek zmięknie (jego twardość zależy od tego jaki groszek lubicie, my wolimy jak jest twardawy). Na koniec do wszystkiego dodajemy kuskus lub makaron sojowy – wprost do garnka i zmniejszamy gaz. W czasie gdy gotujemy całość z kaszą lub makaronem w garnku musi być sporo wody, tak by mączne dodatki mogły napęcznieć, więc całe danie systematycznie mieszamy i dolewamy wody (naprawdę śmiało, ona zawsze zdąży się wchłonąć lub odparować). Gotowanie z kaszą albo makaronem powinno trwać kilka minut – ok. 5, tak by „wypełniacz” zrobił się miękki. Danie nakładamy wprost z garnka.

 

Po ostygnięci (np. na drugi dzień) pożądaną porcję odsmażamy na gorącej patelni z odrobiną oleju – można podlać nieco wody. Według nas odsmażane jest smaczniejsze, więc danie można śmiało ugotować w przededniu planowanego posiłku.