Wieprzowina masala

Dziś znów chciałabym zaproponować coś na ostro. Danie to, jak wiele innych dość egzotycznych potraw, zostało przeze mnie wymyślone na potrzeby realizacji mojego wielkiego planu, zatytułowanego „skoro za dużo nie wyjeżdżamy, no bo nie bardzo lubimy i nie bardzo nam się chce, moje dzieci i reszta rodziny pokosztuje dań z całego świata”. I tak do innych fikuśnych potrwa jakich próżno szukać w naszej rodzimej polskiej kuchni chciałaby dziś dołączyć Masalę. Danie jak zwykle opiera się na łatwo dostępnych, niedrogich składnikach, w przygotowaniu jest arcyproste i szybkie, a do tego jest wyjątkowo smaczne, pożywne i zdrowo piecze w język!

Chciałabym zacząć od przybliżenia wszystkim przyprawy, która sprawia, że opisywane danie rozsiewa iście indyjskie aromaty i smakuje jak w bombajskiej knajpie. Masala w języku hindi oznacza „ostra mieszanka”. Jest to wyrazista w smaku i zapachu mieszanina suszonych ziół i ostrych przypraw, z których większość przed zmieleniem poddaje się prażeniu. Masala występuje w różnych odmianach. Najbardziej znane to carry masala (nie jest moją faworytką) i królowe: garam masala, w skład której wchodzą m.in. kumin, kardamon, cynamon, goździki, gałka muszkatołowa (to tej przyprawy dziś będziemy używać) i tandori masala oparta na kolendrze, kozieradce, imbirze i trawie cytrynowej. 

Wszystkim skłonnym do kuchennych eksperymentów inicjowanych przez Marwin Workshop podpowiem, że przyprawy z łatwością można dziś dostać w Internecie lub na specjalistycznych stoiskach, czy w sklepach z przyprawami. Polecam zatem dołożenie nieco starania do pozyskania garam masala i do gotowania!

Przygotowywane przez nas danie będzie egzotyczną siostrą zupy gulaszowej. Podobnie bowiem się ją robi i podaje, jest równie sycąca, nawet wizualnie bardzo ją przypomina, a jednak smak zabiera nas w daleką kulinarną podróż. Użyłam porównania do gulaszowej, aby ułatwić Wam gotowanie, jednak dzielenia się z biesiadnikami tym porównaniem stanowczo nie polecam. Po co odejmować sobie splendoru?! Smakiem masala nie przypomina swojej europejskiej siostry, a jej bukiet z pewnością wzbudzi niekłamany podziw konsumentów dla umiejętności kulinarnych osoby odpowiedzialnej za menu, która ze znajomych składników umiała wyczarować w polskim domu coś tak odmiennego, od tego co dotąd było serwowane.

W moim przepisie występuje wieprzowina, można ją jednak zastąpić indykiem lub kurczakiem – jeśli ktoś nie lubi wieprzowiny. W żadnym, ale to w żadnym wypadku nie wolno nam jednak użyć wołowiny lub cielęciny! Gotujemy przecież danie hinduskie, a tam jak wiadomo nie je się świętych zwierząt, więc za sprawą nieodpowiedniego mięsa nasza masala może całkowicie stracić wiarygodność!

Do przygotowania sporej ilości Masali, która z powodzeniem nakarmimy co najmniej 8 osób potrzebujemy:

1,5 kg wieprzowiny, najlepiej świeżutkiej, różowej szyki

300 g mrożonej zielonej fasoli szparagowej

4-5 marchewek

1 korzeń pietruszki

½ średniego lub 1 malutki seler

2 cebule

6 średnich ziemniaków

1 pęczek natki pietruszki

2 mięsne kostki bulionowe

4 łyżki przyprawy garam masala

1łyżkę grysiku lub sproszkowanego chilli

olej lub oliwę

Wieprzowinę myjemy, wycieramy i kroimy dość drobno – w małe paseczki lub kostki. Mięso obsmażamy na bardzo gorącym tłuszczu i przekładamy wraz z całym tłuszczem do dużego garnka. Wrzucamy obie kostki mięsne, dodajemy jeszcze ze 2 łyżki oleju lub oliwy (szynka jest sucha, więc można dodać ten dodatkowy tłuszcz, ale jeśli ktoś preferuje bardziej dietetyczną kuchnię może nie dodawać więcej oleju), zalewamy wszystko dużą ilością wody (jak w gulaszowej mięso ma być całkowicie, nawet ze sporą górką przykryte), przykrywamy i stawiamy na gaz. Kiedy wywar zacznie wrzeć, zmniejszamy gaz i dalej dusimy mięso, aż zacznie mięknąć.  

W między czasie kroimy drobno wszystkie świeże warzywa – zasada jest taka, że wielkość kawałeczków warzyw i mięsa powinna pozwolić na nabieranie na łyżkę podczas jedzenia, różnych składników naszej masali. Pokrojone warzywa przekładamy do naczynia (fasolka spokojnie czeka w zamrażarce). Ziemniaki kroimy w kosteczkę, przekładamy do osobnego naczynia i zalewamy wodą.

Kiedy mięso już się poddusi, dorzucamy wszystkie skrojone warzywa (bez ziemniaków) i fasolkę, dodajemy przyprawę masala i chilli. Podałam, że na nasz gar masali dajemy 4 łyżki garam masala i 1 łyżeczkę grysiku. Dla gotujących to danie pierwszy raz polecałabym stopniowe dodawanie przypraw (w omawianym momencie można dać połowę). Warto poczekać aż danie się podgotuje, po czym, kiedy będzie prawie gotowe – spróbować i dodać resztę przypraw, jeśli kubki smakowe uznają, że zniosą więcej. Docelowo masala ma być bardzo aromatyczna i bardzo ostra, bo inaczej będzie wzmiankowaną gulaszową.

Na koniec, kiedy warzywa trochę zmiękną, ale nadal pozostaną całkowicie jędrne i chrupiące, dodajemy ziemniaki. Całość gotujemy, aż ziemniaki będą miękkie, jak to w zupie.

Masalę podajemy w bulionówkach lub miseczkach, bardzo gorącą - najlepiej, aby kończyła się gotować kiedy wygłodniałe towarzystwo siedzi już przy stole. Przed podaniem do miseczek, na powierzchnię dania wrzucamy nieco posiekanej natki pietruszki. W naszej masali są ziemniaki, więc właściwie danie jest kompletne, jednak jedzenie jej będzie znacznie przyjemniejsze, jeśli ostry smak będzie można przełamać pieczywem. Można więc podać różne rodzaje chleba lub pszenne bułeczki, ale najlepiej byłoby odgrzać w piekarniku pszenne placki do tortilli lub bułeczki typu pita, które pokrojone na kawałki, wykładamy na wiklinowy koszyk. Należy również pamiętać, aby biesiadnikom zapewnić stały dostęp do wody mineralnej, tak by mieli czym gasić rozżarzone języki.

Smacznego i do usłyszenia.