Wiem! Wiem! Wiem! Wiem już o co chodzi z kupowaniem wielkich telewizorów i jak to zwykle bywa z Dziennikiem Marwina, spieszę Wam o tym opowiedzieć.
Tytułem wprowadzenia, chciałabym abyście przypomnieli sobie ilustrację do bajki o Alladynie. Oto maleńki Alladym stoi przed wielkim Dżinem, wykłębiającym swoją ogromną postać z fikuśnej lampy. Już? Macie to? No, to Alladyn to człowiek przez telewizorem, a Dżin? Na cóż, to zależy co tam akurat dają w programie.
Generalnie chodzi o to, że telewizor daje nam poczucie bezpieczeństwa. Jest wszechwiedzącym, mądrym bogiem, który wie najlepiej co mamy jeść, czym się myć, w co ubierać i w ogóle jak żyć. Ponieważ pozornie zakupy nas uszczęśliwiają i wszyscy doskonale wiemy, że nie wszystko da się (przynajmniej nie od razu) kupić, jesteśmy bardzo zadowoleni, że jest coś lub ktoś, kto nam powie, na co najlepiej byłoby wydać ciężko zapracowane pieniążki. Towarów jest bowiem wielka mnogość i my, tacy mali (jak ten Alladyn), moglibyśmy się zgubić w labiryncie sklepów i sklepowych regałów. A tu proszę! mamy własnego, potężnego Dżina, który wie najlepiej, czego potrzebujemy, abyśmy byli szczęśliwi i abyśmy żyli „z prądem” - bo każdy wie, że tak właśnie żyć trzeba, a zresztą przecież inaczej się nie da! Tak przynajmniej twierdzi nasz mądry Dżin, a my z braku lepszego doradcy, który byłby tak dobrze rozeznany, i który ogarniałby wszystkie produkty, wierzymy mu święcie.
Do tego Dżin potrafi nam wszystko wytłumaczyć w razie gdybyśmy chcieli zrozumieć przeróżne, często bzdetne zjawiska, które nas otaczają (czytaj: osaczają). Tu należy się dygresja, że z paplaniny Dżina nie jesteśmy w stanie prawidłowo wnioskować o dziejących się sprawach kraju i świata, bo przekazywane ze srebrnego ekranu tzw. „informacje” są tak naprawdę przemieloną, całkowicie subiektywną i własną jakimś tam decydentom interpretacją wydarzeń. Dlatego odradzam przeświadczenie, że ta, czy inna gadająca głowa coś zamierza nam wytłumaczyć. One (oni Dżinowie) chcą, abyśmy uwierzyli, że sprawy mają się tak, jak zostały z ekranu przedstawione.
Wiemy już, że telewizor to potężny, wszechwiedzący bóg, a teraz czas przejść do wielkości. Jeśli zdamy sobie sprawę, że traktujemy mrugający obrazek za szkłem jak bóstwo, kwestia wielkości wydaje się oczywista. Jeśli już bowiem mam w domu swojego boga, to niech będzie wiiieeelki! Dlaczego mój bóg ma tyć mniejszy od boga sąsiada, czy znajomego? A nie! Nie będzie! To mój będzie największy! A że jest dla mnie ważny, to chcę aby miał jeszcze fajną kolorową obwódkę ostrego jak brzytwa obrazu (coś jak aureola, nie?), był płaściuteńki i aby przemawiał do mnie donośnym, przestrzennym głosem.
Proszę, abyście teraz przywołali wzmiankowany obrazek bajkowego Dżina i Alladyna. My również – jak ten Alladyn – stoimy u stóp wielkiego, potężnego potwora w ludzkiej postaci, który z dobrodusznym uśmiechem, stoicką powagą, czy z wyrazistą, wielce sugestywną mimiką, przemawia do nas zza szkła. Właściwie jest obojętne, czy Dżin ma w danym momencie twarz Tomasza Lisa, Katarzyny Herman, Gąsowskiego czy innego mądrali, ważne jest, aby był duży, dużo większy od nas, wtedy bowiem łatwiej jest nam mu w pełni zaufać. „No bo on taki duży jest, to chyba wie co mówi, a zresztą nie będę się zastanawiać, czy tak jest, czy nie, bo jak się zacznę zastanawiać, to jeszcze dojdę do wniosku, że się mylę i co wtedy? Sam zostanę, jak ten palec i kto mi wtedy powie co ja mam jeść, w co się ubierać i jakie absolutnie pożyteczne, wręcz niezbędne prochy na bąki, gile, krosty, czy na cudne włosy łykać i dać do łykania rodzinie!”
Chciałabym jeszcze dodać - w razie gdyby ktoś z czytelników nie poznał dotąd mojego wielce pogardliwego stosunku do telewizora - że nie mam, nie oglądam i nie tęsknię, aby mieć i oglądać. Kiedy więc piszę „my”, myślę niestety „wy”. Jakkolwiek tonem mojej dzisiejszej wypowiedzi nie chcę nikogo obrazić, ani też nie zamierzam dewaluować czyjegoś systemu wartości. Chodzi po prostu o to, że bez telewizora da się żyć, a życie takie jest pełniejsze i znacznie spokojniejsze. Jak zawsze polecam tedy: „Wyrzućcie cholerne telewizory!” Nic lepiej od Was nie wiedzą, a kupując coraz to większy wcale nie wchodzicie w komitywę z potężniejszym Dżinem. Co najwyżej psujecie sobie wzrok i wprowadzacie niepokój do własnego życia, bo zamiast żyć, zastanawiacie się, czy to co robicie jest zgodne z tym, co powiedział Dżin. Nie pozwólcie tedy, aby telewizor został Waszym Dżinem! Wywalcie tę lampę, niech inny Alladyn ją pociera! W zamian proponuję uznać, że największym, najpotężniejszym i najmądrzejszym Dżinem jest Matka Natura, Przyroda, siła zwana przeze mnie „Planetą”. Jeśli w nią uwierzycie i zaczniecie jej (czyli poniekąd siebie samych, jako części Planety) słuchać, będziecie naprawdę szczęśliwi, a na pewno szczęśliwsi.