Przyszła wiosna i już się nie cofnie

Dziś w naszym domu pokazał się bardzo przyjemny zwiastun wiosny. Otóż nasza ukochana sunia Booboo wydała na świat szczenięta. Może nie każdy uznałby to za szczęśliwy dzień i cieszył by się z takiego przybytku, dla nas jednak jest to wielka radość, bo jak twierdzi moja Babcia zawsze jest lepiej jak nas przybywa, niż jak ubywa! Nam dziś przybyło troje nowych lokatorów! Taka liczba nowych stworzeń może oznaczać przyrost o 100% u nas to jednak nie znaczy tak wiele. W daszym domu i jego otoczeniu trochę nas bowiem pomieszkuje.

Po pierwsze jest królewska para Berneńskich Psów Pasterskich. Są to niezwykle piękne, oddane psy, które w swojej mądrości trafnie wybrały sobie pierwszoplanowych opiekunów: pies Basza - pana domu, a Booboo - panią. Jest też prześmieszny nieco nieodrośnięty Cocker Spaniel. Trafił do nas trochę z przypadku i przypadkowo nam się trafiło, że jest wybitnym przedstawicielem swojej rasy. Ma wprost genialny węch, jest bardzo wytrzymały jeżeli chodzi o długie piesze wyprawy, uwielbia wodę, a wchodząc do niej robi tzw. Hipopotama, czyli wkłada cały pysk pod wodę i puszcza bańki – to znak rozpoznawczy Ogiego. Swoistą osobliwością w naszym gronie jest biała miniaturowa Pudeliczka o imieniu Jacky. Trafiła do nas po stracie innego psa. Wybór padł na tę właśnie rasę, bo charakteryzuje się ona długowiecznością. Jak nietrudno się domyśleć Jacky jest bardzo ruchliwym i wszędobylskim stworzeniem. Należy do tych psów, które zawsze, ale to zawsze mają ochotę na zabawę. Temat i forma są właściwie obojętne, więc równie chętnie biega za piłką, jak za innym psem, skacze, podskakuje, czy aportuje i nigdy nie ma dość. Nasz mały pudel jest dowodem na to, że psy powszechnie uważane za ozdobne świetnie sobie radzą na dworze i to nawet w srogie, śnieżne zimy. Wśród innych członków stada Jacky najbardziej ukochała Baszę i jest uznawana za jego psa. Te dwa różniące się znacznie gabarytami zwierzaki wprost się uwielbiają i są nierozłączne.

W towarzystwie nie mogło zabraknąć samotnego terytorialisty, czyli kota. Nie jest to bynajmniej jakiś tam sobie zwykły kot, nawet pomimo tego, że jest to klasyczny szarobury dachowiec, którego wzięliśmy ze Zwierzęcego Telefonu Zaufanie. Gomez jest bardzo oddanym i mądralińskim kotem. Reaguje np. na swoje imię, a wołany przybiega spod czerwonego dębu, a nawet z jeszcze dalszej odległości! Chodzi z nami na wycieczki i jeśli ktoś z nas oddala się od domu, to może być pewnym, że nieopodal przez całą trasę towarzyszyć mu będzie wystająca ponad trawę szara, pręgowana kocia kita. Nasze kocisko pięknie poluje, a po owocnych łowach przynosi jeszcze ciepłą zdobycz, żeby się nią pochwalić. Pomimo dostatku biegającego i fruwającego pożywienia Gomez musi mieć zawsze dużo kocich chrupek i jeśli tylko miska nie jest całkiem wypełniona, kot swoim specyficznym, natrętnym miałczeniem informuje nas, że oto jedzenie zaczęło mu się kończyć. Taki stan zapasów wywołuje u niego swoisty niepokój - sądzimy, że ma jakąś traumę z dzieciństwa i kiedy kończą mu się chrupki to najzwyczajniej wpada w panikę. Poza tym kot choć najmniejszy w naszym zróżnicowanym stadzie fantastycznie poustawiał sobie psy, tak że żaden nie odważy się naruszyć jego zasad.

Na drugim biegunie rozmiarów członków naszej gromady jest klaczka Maja. Na razie ma niespełna 2 lata, ale zapowiada się na typowego wielkiego przedstawiciela swojej rasy, czyli Polskiego Konia Zimnokrwistego. Maja jako jedynaczka jest bardzo samotna, więc wkrótce dołączy do niej jeszcze jeden kopytny, ale o tym innym razem.

Wracając do berneńskich noworodków. Jak zwykle (bo nie jest to pierwsze potomstwo naszej królewskiej pary) Booboo poinformowała nas, że nadszedł "termin", i że potrzebuje warunków do porodu. Na potrzeby porodówki, oddziału poporodowego i noworodkowego jest u nas oddzielny pokój z wyjściem do ogrodu. Tam właśnie zeszłego wieczoru trafiła Booboo. Jak zwykle też do późnego wieczora siedzieliśmy przy niej uspokajając i masując obolały brzuch. Po niespokojnej nocy, nad ranem dało się słyszeć cichutkie popiskiwanie dwóch suczek i jednego psa! Takie nowiutkie szczeniaki zawsze różnią się od siebie już od pierwszych chwil życia. Tym razem wyraźnie widać, że w miocie najmocniejsza jest jedna z suczek. Taki dominujący piesek jest zwykle największy, najsprawniej się porusza i zawsze umie utorować sobie drogę do maminego mleka. Tym razem jednak na szefową zapowiada się prawdziwa drobinka. Najmniejsza sunia bowiem już teraz sprawia wrażenie niezłej "zadziory". Często jest tak, że mała psinka, która na początku nie zapowiada się rewelacyjne wyrasta na fantastycznego psa, czyli najmniejsza, czy pozornie najsłabsza nie oznacza gorsza. Urodziła się u nas kiedyś suczka, która zawsze pozostawała w tyle w stosunku do rodzeństwa, a ostatecznie okazała się bardzo mądrym, oddanym psem, tyle tylko, że bardziej uległym. Taki piesek łatwiej znajduje dom, bo nie wymaga doświadczonego przewodnika. Co do bohaterów minionej nocy - piesek, jedyny chłopak wśród "nowych" urodził się jako pierwszy, podobnie jak jego tata. Pierwsze wrażenie jest takie, że jest naprawdę duży i bardzo przypomina Baszę. 

Przez najbliższe 2 tygodnie niewiele nowego wydarzy się u naszych maluszków – będą dużo jadły i spały. Fajnie zacznie dopiero być, gdy z otwartymi już oczami staną na własnych nogach i będą się niezdarnie poruszać. Uwielbiamy patrzeć jak na naszych oczach dorastają, jak cierpliwie, ale i stanowczo są wychowywane przez mamę. Po paru tygodniach zaczną wychodzić na zewnątrz, a tam czeka je mnóstwo atrakcji i nauki. Oprócz mamy również Basza, Jacky i Ogi będą im dawać lekcje, bo jak się ma kilka psów to nowo przybyłych uczą starsi i to od nich maluchy się dowiedzą na co pozwala szef stada, czyli pan domu, gdzie wolno wchodzić, a gdzie nie, gdzie i kiedy trzeba się załatwiać, kiedy trzeba się zatrzymać, a kiedy biec i się schować. No to tyle na dziś! Wierzcie mi, że te narodziny to niezaprzeczalny znak, że wiosna już jest! Chcieliśmy czym prędzej podzielić się z Wami wiadomością o "nowych", a żeby dopełnić tę opowieść w galerii "DLA OKA" umieściliśmy parę zdjęć naszej futrzastej rodziny i innych przyjemnych dla oka zwierzaków. Z góry również zapowiadamy, że do historii o naszych braciach mniejszych jeszcze nieraz wrócimy, bo to jeden z naszych ukochanych tematów. A pewnego dnia opowiem o ludziach, którzy wśród tych zwierząt mieszkają.

Dla wszystkich, którzy chcieliby przygarnąć kota lub uszczknąć fiskusowi trochę podatku podajemy namiary na Zwierzęcy Telefon Zaufania (ten od Gomeza): nr KRS 0000054167, tel.: 91 422 30 88.