Krótka rzecz o i dla mojej Babci

Niedługo wezmę udział w ważnej uroczystości. Nie do końca chodzi w niej o świętowanie, choć jest ono miłe i raczej z natury od niego nie stronimy. W tym przypadku chodzi o temat święta - ważny, godny podziwu i refleksji. Otóż moja Babcia kończy wkrótce 96 lat. Moja kochana Babci. Dzisiaj to wiem, jak jest dla mnie ważna i korzystam ile się da z jej obecności, a nie zawsze tak było.Chyba trochę za sprawą moich rodziców kiedyś traktowałam ją jako staruszkę, której wprawdzie należy się szacunek, ale nauk pobierać od niej nie warto, bo „czasy się zmieniają”, bo „dziś co innego się liczy”. Potrzebowałam dorosnąć, zmądrzeć, zacząć samodzielnie myśleć, żeby zrozumieć, że ktoś kto ma blisko trzy razy tyle lat co ja i do tego pozostaje przez całe swoje długie życie w pełni świadomym człowiekiem, jest po prostu trzy razy mądrzejszy niż ja. Co więcej okazało się, że moi rodzice nie miel racji, bo zmiana czasów nie ma najmniejszego znaczenia. W moim dzisiejszym życiu i w życiu mojej Babci sprzed wielu, wielu lat chodziło dokładnie o to samo – o miłość. Wszystko inne to mniej lub bardziej istotna otoczka, która nigdy nie powinna stać się celem, czy motywem naszych działań. W otoczeniu każdego z nas są ludzie, którzy uparcie powtarzają, że są szczęśliwi. Na swój sposób na pewno są, a przynajmniej są w danym momencie. Jakże często jednak po latach, kiedy przeżyją już znaczną cześć swojego czasu okazuje się, że wcale nie warto było biec tam dokąd dobiegli, że nie dają poczucia spełnienia wszystkie zabawki, które zgromadzili, że ci na których próbowali robić wrażenie, i z którymi się ścigali, też pełni smutku rozglądają się w pustce, która ich otacza. Należałam do takich ludzi. Na szczęście udało mi się w porę zatrzymać i przemeblować mój świat. Zaczęłam żyć pod prąd, bo prąd wydał mi się zgubny; zaczęłam nazywać rzeczy po imieniu, rozdzielać na czarne i białe, słuszne i pozbawione sensu. I kiedy wszyscy wkoło mówili, że się mylę, że tak się nie da, ona - moja Babcia, zaczęła opowiadać o swoim życiu, które przypominało to moje nowe życie. Wierzcie mi lub nie, ale gdy stuletnia kobieta mówi, że jest i zawsze była szczęśliwa, że niczego by nie zmieniła, że tęskni do każdego minionego dnia, i że żal jej odchodzić, bo życie jest piękne, wiem, jestem absolutnie pewna, że mój pomysł na życie jest dobry, i że nie mylę się podejmując często niezrozumiałe, niemodne, niezgodne z prądem decyzje, czy kroki, a nade wszystko jestem bardzo szczęśliwa. A wy?