Ciasteczka orzechowe

Przyznam się szczerze, że nie jestem fanką gotowania „z przepisu”. Jeżeli muszę trzymać się ściśle zadanych proporcji, to takie gotowanie mnie trochę nudzi, a nawet męczy. Dlatego miedzy innymi niechętnie sięgam do pieczenia ciast. W ich bowiem przypadku zmiana ilości dodawanych składników, zmiana kolejności ich mieszania, czy niedostateczne przestudzenie tego dodatku, który winien zostać „schłodzony, ale nie za bardzo”, może spowodować, że smakołyk wcale się nie uda. Są jednak przepisy „przyjazne człowiekowi”, tj. takie, które są na tyle proste i intuicyjne, że da się je zrealizować bez potrzeby nieustannego zaglądania w kartkę.

Do takich właśnie receptur należy posiadający wieloletnią tradycję, opisany poniżej przepis na ciasteczka orzechowe. Słodycze te są specjalnością mojej ciotki, która podejmuje nim gości w swoim ślicznym domu, a poproszona chętnie wypieka je przyjeżdżając z wizytą do pozostałych członków naszej sporej rodziny. Przepis jest bardzo łatwy, sprawdzony i wychodzi każdemu. Do tego ciasteczka są przepyszne i ślicznie wyglądają, więc znakomicie nadają sie na świąteczny stół, na karnawał, na co dzień i od innego święta. Ot łatwiutki sposób na ucieszenie domowych łasuchów, czy obdarowanie kogoś, do kogo idzie się z napawającą radością wizytą.

Ponieważ w tym roku spędzaliśmy święta bez cioci-autorki przepisu i jej męża, postanowiłam sama upiec ciasteczka, jako że nieodłącznie kojarzą mi się ze świąteczną atmosferą i rodzinnym ciepłem. Co ważne sposób przygotowania ciasteczek pozwala na włączenie do przyjemnej współpracy kilku osób, nawet bardzo nieletnich. Tak więc do roboty stawili się mój starszy syn Antek i średni Witek. Wspólnie, myśląc intensywnie o cioci, której to zawdzięczmy przepis, przystąpiliśmy do rodzinnego pieczenia. Oczywiście nasze ciasteczka udały się znakomicie, bo one po prostu zawsze się udają.

Potrzebne składniki:

5 szklanek mąki tortowej

1 kostka margaryny

1 kostka smalcu

1 szklanka kwaśnej śmietany

2 dkg drożdży

Drożdże łączymy ze śmietaną - wkruszamy do miseczki, dodajemy 1 łyżkę gorącej wody, rozcieramy na gładko, po czym dodajemy śmietanę i mieszamy.

Na stolnicę wysypujemy całą mąkę, dodajemy śmietanę z drożdżami oraz rozdrobniony (posiekany) smalec i takąż margarynę. Całość łączymy siekając składniki, jak przy przygotowywaniu ciasta kruchego. Kiedy składniki połączą się (powstaną drobniutki grudki), sprawnie zagniatamy cisto, aż do powstania jednolitej masy. Formujemy kulkę i wkładamy ja do lodówki na ok. 2 godziny.

Na talerzyku rozmącamy białko jajka, na drugi talerzyk wysypujemy trochę cukru, a na kolejny posiekane orzechy. U mojej cioci to są orzechy włoskie. Ponieważ jednak w tym roku orzechy włoskie nie obrodziły, za to leszczyny się popisały, nasze ostatnie ciasteczka zrobiliśmy z orzechami laskowymi. Z powodzeniem można użyć innych jeszcze orzechów np. pistacji, migdałów, w tym również można takie różne orzechy połączyć na wzmiankowanym talerzyku albo używać ich na przemian, robiąc ciasteczka w kilku orzechowych smakach.

Od chłodzącego się ciasta odkrawamy kawałek, który rozwałkowujemy na oprószonej mąka stolnicy. Placek nie powinien być grubszy niż 3 mm, a może być cieńszy. Z placka wykrawamy (mój Witek wykrawał) kieliszkiem niewielkie kółeczka (średnica ok. 3 cm – taka żeby ciasteczko, które za chwilę z krążka upieczemy chapnąć na raz!). Ciasteczko moczymy najpierw w białku (można posmarować pędzelkiem), następnie białkowaną stronę przykładamy do cukru, po czy do siekanych (u mnie przez Antka) orzeszków.

Przygotowane ciasteczka wykładamy na blaszkę (najlepiej taką największą, na cały piekarnik), okrytą pergaminem. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180°C (bez termo obiegu) albo do 160°C (z termo obiegiem). Ciasteczka pieką się kilka-kilkanaście minut. Ich gotowość poznacie po lekko złotawym zabarwieniu ciasta.

I gotowe!

Podane ilości składników pozwalają na wypieczenie sporej ilości ciastek (ze 2 pokaźnie miski). Dlatego na raz proponuję zużyć połowę przygotowanego ciasta, drugą zaś wrzućcie owiniętą w folię aluminiową do zamrażarki – po rozmrożeniu będzie ją można wykorzystać przy kolejnym podejściu do pieczenia.

Gorąco polecam ten przepis, bo jest bardzo łatwy, a ciasteczka absolutnie boskie. Zwróćcie uwagę, że do ciasta nie używa się w ogóle cukru, a cała słodycz pochodzi z cukrowej posypki. Są to więc bardzo przyjemne w konsumpcji, niezbyt słodkie słodycze. Dodatkowa zaleta tych ciasteczek tkwi w tym, że mogą naprawdę długo „poleżeć”, o ile oczywiście nie będą stały w zasięgu ręki łasuchów, w takim bowiem wypadku znikną natychmiast.