Berneński pies pasterski - pies nad psami

Wpis „Przyszła wiosna…” pojawiła się w związku z narodzinami nowych Berneńczyków w naszym domu. Minął już miesiąc i tamte futrzaste, wiecznie śpiące kulki przypominają dziś rozkoszne pluszaki ze sklepowej wystawy. Maluchy są naprawdę prześliczne i ogromnie pocieszne. Sporo też można już powiedzieć o ich charakterach.

Piesek nadal jest lustrzanym odbiciem swojego taty - tak wizualnie, jak i zachowaniem bardzo przypomina Baszę. Przede wszystkim jest wielki i strasznie puchaty. Tak jak na Baszka ma stosunkowo duże białe plamy na pyszczku i biały pióropusz na karku. Chodzi na szeroko rozstawionych łapach i śmiesznie kręci pupą, a kiedy patrzy się na całą trójkę z góry, Basza junior wygląda jak mały niedźwiedź. Co do jego psychiki to jesteśmy spokojni, że przyniesie dużo radości i zadowolenia nowym właścicielom, jest bowiem bardzo rozumny i przymilny. Nie przejawia potrzeby dominacji, jest raczej uległy. Najprawdopodobniej dzieje się tak dlatego, że jest duży i silny, więc nie musi walczyć z rodzeństwem o miejsce przy mamie, czy talerzu z mlekiem. Junior po prostu jest,  i na „stołówkę” wchodzi jak szef.

Mniejsza sunia to „charakterek”. Jest niezwykle ruchliwa i wszędobylska, zadziwia odwagą i zadziornością. Potrafi na przykład położyć Juniora na łopatki i zagonić do kąta swoją siostrę. Mała ma stosunkowo długi pyszczek i najmniejsze z rodzeństwa białe plamy. Mam do niej wielki sentyment, bo jest bardzo podobna do swojej mamy, mojej ukochanej Booboo. Prawdopodobnie nowi właściciele będą musieli popracować trochę z tą małą, utemperować ją nieco. Może się również okazać, że bez konkurencji w postaci rodzeństwa nie będzie walczyć o dominację. Zawsze jednak takiego ostrzejszego psiaka trzeba bacznie obserwować, tak by nie przegapić niepokojących zachowań, które świadczyłyby o próbach zdominowania domowników. Nie może bowiem pies (nawet najukochańszy) rządzić w naszym domu, bo miejsce jego (przy jedzeniu, spaniu czy zabawie) jego jest na końcu, za wszystkimi ludźmi.

Duża sunia, podobnie jak Junior jest puchata i ma białą plamę na karku. Za sprawą dość krótkiego pyszczka przypomina misia. Z całej gromadki jest najweselsza – nie przestaje machać ogonkiem i chętnie włącza się do zabawy. Znakomicie potrafi wyegzekwować drapanie po brzuszku, a pieszczota ta nigdy jej się nie nudzi. Nie zapowiada się na tchórzliwego psa, po prostu nie chce przewodzić.

A teraz parę słów o Berneńczykach w ogólności. Wiele lat temu nasz wybór padł na tę właśnie rasę, bo to śliczne psy. Spore gabaryty, puszyste futro, piękne połączenie kontrastujących kolorów i rozłożenie plam, które nadaje pyskowi przyjaznego, „pluszowego” wyglądu, oto co sprawia, że te psy podobają się wszystkim. Do tego warto dodać, że Berneńczyki nie śmierdzą, co czyni je mniej uciążliwymi do domowego chowu. Nie każdy o tym wie, że sierść w zależności od rasy psa ma bardziej lub mniej intensywny zapach. Oczywiście ocena, czy jest to przyjemny, czy brzydki zapach jest rzeczą subiektywną, ja jednak wolę psa, którego sierść nie ma zapachu, a do takich należą Berneńczyki. Tym którzy dotąd nie sprawdzili polecam powąchać Owczarka Niemieckiego, Rotwailera, czy Jamnika szorstkowłosego.

U Berneńczyków dopełnieniem czysto zewnętrznych walorów jest prostota utrzymania i higieny skóry, czy sierści. Właściwie pielęgnacja Berneńczyka sprowadza się do czesania dwa razy w roku – wiosną, kiedy gubi zimową szatę i jesienią, kiedy zmienia futro na zimowe. Właściwie to wyczesywanie też nie jest obowiązkowe, ale ułatwia utrzymanie czystości w domu. Nasz Berneńczyk bowiem musi dwa razy w roku zgubić wszystkie martwe włosy, a wyczesując je mamy możliwość zapanowania nad ich wszechobecnością na dywanach i podłogach.

Poza czesaniem właściwie nic więcej nie musimy - u Berneńczyków nie ma problemów z czyszczeniem uszu, które zaniedbane mogą chorować (jak u Cocker spanieli), ze skubaniem włosów na małżowinach (jak u Pudli), z wycinaniem włosów z okolic pupy (jak u Yorków), itp.

Berneńczyk to owczarek, przywykły do życia i pracy na dworze bez żadnych wygód. Zdarzają się teorie, że psa trzeba kąpać i to z użyciem psich szamponów. Otóż nieprawda! Berneńczyki nie lubią wody w ogóle (z własnej woli nie wskoczą np. do jeziora, choć za panem uczynią to natychmiast, jednak bez przyjemności), zaś kąpiel jako zabieg higieniczny, czy rytuał jest okropną karą dla tych psów. O ile więc nasz podopieczny nie wydarza się w czymś obrzydliwym nie kąpmy go wcale!Z mokrych rzeczy natomiast Berneńczyki uwielbiają śnieg. Jeśli trzymamy naszego podopiecznego na dworze z lubością będzie on godzinami leżał w zaspach, a spadające temperatury nie zrobią na nim żadnego wrażenia.

Kolejną rzeczą, która obok higieny nie nastręcza kłopotu w utrzymaniu Berneńczyka są nie wielkie potrzeby lokalowe. Pomimo że są to duże psy nie potrzebują wiele miejsca do życia i są skłonne mieszkać w kartonie byle tylko być przy swoim opiekunie. Nawet jeśli mamy przestronne lokum Berneńczyk zawsze będzie leżał tuż koło nas, na wypadek gdybyśmy chcieli go pogłaskać lub dać mu jakieś zadanie. Tym samym w przypadku tej rasy odpadają mity o konieczności posiadania dużego domu, bo „w mieszkaniu taki duży pies się męczy”. Mieszkaliśmy z Benrńczykami w mieszkaniu i domu z ogrodem, a naszym psom było to zupełnie obojętne.

Jedyne bez czego Berneńczyk nie może się obyć to kontakt z człowiekiem i tego nie wolno go pozbawiać! Jeśli więc jakąś część dnia spędzamy poza domem, to po powrocie musimy poświęcić nieco uwagi naszemu Berneńczykowi, tak by czuł się dla nas ważny i potrzebny.Kolejna sprawa to spacery. Są rasy, które z racji użytecznej funkcji do jakiej zostały (poprzez krzyżówki) stworzone wymagają więcej ruchu - wszystkie rasy wyścigowe (jak Charty), czy zaprzęgowe (jak Hasky). Berneńczyk jest pasterzem, więc rdzennie jego rola sprowadzała się do wykonywania powierzonych mu zadań i choć mogły się one wiązać z bieganiem, to taki ruch nie był zadaniem samym w sobie. Nasz Berneńczyk jak każdy pies uwielbia spacery, ale jeśli miałby do wyboru bieganie i leżenie z opiekunem, to z pewnością wybierze to drugie. Tak definiowane wymagania mają dodatkową korzyść - pozbawiony wzmożonego wysiłku fizycznego Berneńczyk nie zdemoluje nam domu, jak mógłby to uczynić np. Bokser, czy dowolny terier.

Podsumowując Berneńczyk, jak każdy inny pies będzie bardzo zadowolony jeśli zabierzemy go raz dziennie na dłuższy spacer, podczas którego będziemy się z nim bawić. To co dla utrzymania Berneńczyka w dobrej kondycji psychicznej powinno się dziać w jego życiu, to nauka. Są to zdumiewająco pojętne psy, a do tego jak przystało na owczarka, psa stworzonego do pracy na rzecz człowieka – spełnianie naszych oczekiwań sprawia mu wielką radość, wręcz stanowi sens jego życia. Berneńczyk od ręki uczy się siadać, kłaść się, zostawać, czy przynosić piłkę i nie trzeba do nauczenia go tych umiejętności stosować żadnych specjalnych metod, ani komend. Najlepiej jeśli nauka obywa się intuicyjnie, czyli my wiemy czego od psa oczekujemy i konsekwentnie prowokujemy go (nie zmuszamy)do określonych zachowań, czy reakcji. Taka radosna nauka w trakcie zabawy przynosi błyskawiczne efekty i po krótkim czasie okazuje się, że Berneńczyk potrafi odczytać nasze intencje z samej tylko mimiki twarzy, czy subtelnego gestu.Naukę trzeba zacząć jak najwcześniej i prowadzić ją bardzo konsekwentnie. Należy przy tym pamiętać, że pies do drugiego, a nawet trzeciego roku życia dojrzewa, a wcześniej może być trochę infantylny.

Długo by można jeszcze mówić o Berneńczykach, myślę że wpis ten będę uzupełniać. Póki co zachęcam do oglądania galerii zdjęć, jaki do kontaktowania się z nami, tak w sprawie Berneńczyków, jak i innych psów – poprzez KONTAKT lub wpis na POGAWĘDKACH.