Befsztyki tatarskie

Ostatnio, po zakończeniu prac nad kolejną aranżacją kuchni, oddaliśmy się z moim ukochanym mężem świętowaniu naszego małego, wielkiego sukcesu. W naszym przytulnym salonie wytworzyła się magiczna, rozświetlona subtelnym światłem świec atmosfera, wzmagana przez dobrą, nieodłącznie nam towarzyszącą muzykę. Za sprawą smacznego winka, którym się raczyliśmy, wzmogły się nasze apetyty i impreza dla dwojga przeniosła się do kuchni, gdzie postanowiliśmy przygotować sobie coś do zjedzenia.

Jak zawsze rozpoznałam zasoby lodówki i spiżarni, poszukując składników, z których mogłabym szybko przygotować jakieś nowe, szybkie, acz smaczne danie. Szczęśliwie w lodówce różowiła się wieprzowina na pieczeń. Z dobrego mięsa zawsze można coś ciekawego wyczarować, i tak też się stało tym razem.

Zanim opowiem co i jak będziemy gotować, chciałabym podzielić się z Wami zabawną historyjką, która od dawna krąży wśród członków mojej rodziny za strony ojca. Otóż większość moich krewnych po mieczu uważa, że mamy tatarskie korzenie. Jedna z moich stryjenek (taka co to jest dość solidnie skonfliktowana z moimi rodzicami) złośliwie nazywa moją siostrę i mnie „Mongołkami”. Czytającym ten przepis złośliwcom spieszę wyjaśnić, że nie chodzi bynajmniej o to, że wraz z siostrzyczką wyczerpujemy zespół cech niedorozwoju umysłowego, aż tak niedobra Ciocia Wiesia nie jest! Po prostu rysy naszych twarzy od biedy mogą przywodzić skojarzenia z pięknościami z Ułan Bator i okolic. Tak czy owak, bardzo lubię myśl o swoich egzotycznych korzeniach i trochę za ich sprawą powstał pomysł na danie, o którym Wam dziś opowiadam.

Rzecz bowiem będzie „befsztykiem tatarskim”, tyle że bez wołowiny i na ciepło! Trochę to przewrotne (a może naciągane), bo pozornie mało w moim daniu powszechnie znanego biesiadnego jadła, ale spokojnie. Zobaczycie, że część wspólna z tradycyjnym tatarem jest wystarczająca, aby pyszne kotleciki według mojego przepisu zasłużyły na swoją nazwę.

Wracając do penetracji zasobów kuchni, która poprzedziła nasze późnowieczorne gotowanie, oprócz mięsa, jak wiele gospodyń miałam w spiżarni korniszony, grzyby w occie i cebule. Moja kulinarna wyobraźnia spontanicznie podsunęła mi pomysł na przygotowanie szybkich, pożywnych befsztyczków, które podane z bułkami okazały się smakowitym zwieńczeniem udanego wieczoru z miłością mojego życia.

Do przygotowania kilku befsztyków potrzebujemy:

500 g chudej miękkiej wieprzowiny (szynka lub schab, lepiej szynka)

kilka korniszonków

kilka grzybków w occie

2 cebule

2 jajka

olej lub smalec do smażenia (wybór tłuszczu zależy od upodobań , a i pewnie dbałości o linię)

Pieprz i sól

Wieprzowinę myjemy i wycieramy, a następnie siekamy bardzo drobno i przekładamy do sporej miski. Korniszony i grzybki odcedzamy od zalewy i kroimy drobniusieńko (tak jak do tatara), po czym wrzucamy do mięsa. Cebule również siekamy bardzo drobno. Jedną łączymy z piklami i mięsem, a drugą obsmażamy na złoty kolor, odstawiamy do wystygnięcia i łączymy z resztą składników, kiedy będzie zimna. Jeśli chodzi o ilość grzybków, ogóreczków, jak i właściwą wielkość (lub ilość) cebul, to dla ułatwienia podpowiem, że ilość niemięsnych składników ma być równa ilość mięsa, a cebuli do smażenia ma być tyle, ile było świeżej. W obrębie tak podanych proporcji można dać więcej grzybków, niż korniszonków, czy zmniejszyć ilość cebuli na rzecz pikli, wszystko zależy od upodobań, byle by zasada łączenia mięsa z warzywami w stosunku 1:1 została zachowana. Przy pierwszym przygotowaniu polecam dać po równo grzybków, korniszonków, cebuli świeżej i cebuli przeznaczonej do smażenia.

Przygotowaną masę doprawiamy świeżo mielonym pieprzem i solą, dodajemy jajka i wyrabiamy jednolitą masę. Następnie odbieramy małe porcje, z których formujemy nieduże płaskie kotleciki. Befsztyki wykładamy na gorący tłuszcz. Kiedy mięso złapie temperaturę z obu stron, zmniejszamy gaz i smażymy, aż mięso zmięknie. Ważne, aby nie smażyć ich zbyt długo, bowiem pikle i surowa cebula muszą pozostać chrupiące.

Gorące kotleciki podajemy na liściach sałaty. W składzie befsztyków są warzywa, więc danie jest w zasadzie kompletne. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby przygotować dodatkowo sałatkę z różnorodnych, spontanicznie wymieszanych i doprawionych sosem winegret świeżych warzyw (polecam wpis „Spaghetti bolognese, w którym zawarłam przepis na taką „świeżynkę”, jak i na sos).

Befsztyki podajemy z bułkami, i jako takie należy je uznać za przystawkę lub ciepłą kolację, ale Waszej wyobraźni pozostawiam dodanie „wypełniaczy”, które uczynią z nich porcje obiadowe.

Acha, jeśli ktoś wcześniej nie raczył się tak jak my winkiem, niech teraz otworzy sobie butelczynę czegoś czerwonego, najlepiej wytrawnego, choć i kieliszeczek zmrożonej wódeczki będzie pasował jak ulał!